niedziela, 17 grudnia 2017

Wywiady, wywiady....

Całkiem niedawno udzieliłam wywiadu, tym razem znanej blogerce Wiolettcie Umeckiej. Rozmawiałyśmy na jej blogu o nazwie Subiektywnie o książkach. Padły nietypowe i bardzo interesujące pytania, które mnie zaskoczyły. Opowiadałm o swoim życiu, poglądach i oczywiście o Grecji:)

Zapraszam, przekonajcie się sami jak wyglądała ta rozmowa. Już sam tytuł wywiadu był intrygujący.


"NIGDZIE NIE BIESIADUJE SIĘ TAK PRZYJEMNIE JAK W GRECJI W TOWARZYSTWIE UWIELBIAJĄCYCH POLEMIZOWAĆ POTOMKÓW HOMERA" - WYWIAD Z BOŻENĄ GAŁCZYŃSKĄ-SZUREK



Bożena Gałczyńska-Szurek to z wykształcenia wiolonczelistka, która pracuje w Państwowej Szkole Muzycznej w Zamościu. Oprócz muzyki, autorka pasjonuje się hellenistyką, uczy nowożytnej greki, i jest także przewodnikiem turystycznym. Od dwudziestu lat mieszka w Zamościu. Autorka zadebiutowała w 2010 r. powieścią pt. "Tajemnice greckiej Madonny".

Wioleta Sadowska: Jak to się stało, że wiolonczelistka z wykształcenia, zaczęła pisać powieści?


Bożena Gałczyńska-Szurek: Pisarze uprawiają przeróżne zawody. Żartobliwym przykładem niech będzie Władysław Stanisław Reymont. Uczył się rzemiosła krawieckiego, zajmował amatorsko aktorstwem, a zanim został pisarzem, był pracownikiem Kolei Warszawsko - Wiedeńskiej. W tym kontekście zawód początkującej pisarki, artysta muzyk, nie dziwi. A tak poważnie, swoje skłonności do literatury wyniosłam z domu, w którym nikt wprawdzie nie pisał, ale wszyscy namiętnie czytali. Skrzyżowanie mojej drogi zawodowej z pisarstwem nikogo w moim otoczeniu nie zaskoczyło, bo zawsze wykazywałam duże zainteresowanie literaturą. Wystarczył tylko impuls, by zarzutowało to na moje życie. Była nim śmierć Marka Grechuty i krótkie artykuły o piosenkarzu, które wtedy opublikowałam


Więcej........

poniedziałek, 27 listopada 2017

Listopadowo wierszowo

Krótko o życiu i szczęściu

Wieczorem, gdy zasypiam,
na szczęście zapominam.
Nocą, gdy śnię, na szczęście nie pamiętam.
Ranek przynosi nowe nadzieje…….na szczęście.



środa, 1 listopada 2017

Listopadowe Święto

Pierwszy listopada przywołuje dużo wspomnień i budzi wiele różnych, niekiedy dziwnych refleksji choćby o  grobach i grobowcach. Pomniki kojarzą się nam z czczeniem osób wybitnych, niekiedy upamiętniają wydarzenia ważne dla ogółu ludzkości. Nagrobne pomniki generalnie kojarzą się źle, bo ze śmiercią.

Są jednak wśród nich piękne wyjątki. Do takich zaliczam artystycznie wykonane rzeźby na grobowcach upamiętniające ukochanych, a niekiedy wybitnych ludzi, którzy odeszli. W listopadzie moje myśli biegną do miejsc spoczynku najbliższych i na dwie, z wielu powodów szczególne   dla Polaków,  zabytkowe nekropolie we Lwowie i Wilnie,  nazywane często parkiem wiecznego snu. Czy bez powodu?



sobota, 28 października 2017

Wywiad dla dwumiesięcznika literackiego POCISK


SPECJALISTKA OD GRECKICH SENSACJI

O tym, czy słoneczna Grecja może być dobrym tłem dla książek o zbrodniach, rozmawiamy z rozkochaną w ojczyźnie filozofów Bożeną Gałczyńską-Szurek.

Akcja wielu z Pani książek dzieje się w Grecji. Skąd wzięła się Pani miłość akurat do tego kraju?

Myślę, że wielu pisarzy przedstawia w książkach miejsca, które w ich życiu odegrały istotną rolą, a dla mnie jednym z takich miejsc jest Grecja. Spędziłam tam kilka lat życia, gdy byłam młoda. Uległam czarowi Hellady  i jeśli zważyć, że krainę Homera liczącą około 10 milionów mieszkańców odwiedza rokrocznie ponad 10 milionów turystów, to wydaje się, że nie jestem w tej fascynacji ani odosobniona, ani nawet zbyt oryginalna. Poznałam zwyczaje Greków, zafascynowała mnie historia współczesna ich ojczyzny mało znana Europejczykom. Na Peloponezie mam cudownych przyjaciół, do których lubię wracać i mówię po nowogrecku. To wszystko wiąże mnie emocjonalnie z tym słonecznym krajem.

Na folderach biur podróży Grecja jawi się jako oaza spokoju, raj na Ziemi. Czy to dobre miejsce na osadzenie w nim fabuły kryminału?

Nie ma recepty na dobre miejsce akcji książki, a odpowiedź na Pani pytanie jest szczególnie trudna w odniesieniu do Grecji. Na pewno olśniewająca położeniem geograficznym i wspaniałymi widokami zasłużyła na miano idealnego miejsca do wypoczynku. Można też, do pewnego stopnia, uznać ją za raj i oazę spokoju, głównie za sprawą filozofii codziennego życia Greków, którzy cenią sobie niespieszność i ciszę, a pośpiech życia Europejczyków uważają za przejaw zbiorowego szaleństwa. Mnie, pisarkę, ta historyczna kraina zainteresowała jako tygiel kulturowy. Migracja ludności z Afryki  i Azji w głąb naszego kontynentu, bowiem, która  odbywa się przez Grecję nie od dzisiaj, odcisnęła na niej swoje piętno. Dodatkowo zaskakiwanie czytelnika przywykłego do sztampowych wyobrażeń o tym kraju, niepokojenie go umiejscowieniem  sensacyjnych zdarzeń w miejscach, gdzie się ich nie spodziewa, z pisarskiego punktu widzenia nie jest złe.

Jak łączy Pani dość wymagający zawód muzyka z pisaniem książek? W jakich warunkach najlepiej się Pani pisze?

Od wielu lat pracuję przede wszystkim jako pedagog w szkole muzycznej. Moje obowiązki zawodowe nie kolidują w dużym stopniu z dodatkowymi zajęciami, choć mam ich sporo. Moment w którym przyjdzie tzw. natchnienie  trudno przewidzieć, ale to właśnie pojawienie się nowego pomysłu literackiego jest  chwilą, w której pisanie sprawia mi najwięcej radości.  Nie warunki, nie otoczenie,  a stan ducha wpływa na jakość mojego pisarskiego samopoczucia.

Innym tłem dla Pani powieści stał się Zamość, w którym mieszka i pracuje Pani od lat. Czy to miasto też ma swoją ciemną stronę?

 Zamość przez swoją dumną historyczną przeszłość, oraz niezwykłą urodę, powoduje głównie zachwyt  i przyjemne skojarzenia. Wydaje się być nie tylko z nazwy ideałem. Oczywiście, jak wiele innych miast, posiada ciemną stronę, co z punktu widzenia pisarza ma nawet swoje zalety. Stale taki sam, idealny wizerunek  hetmańskiego grodu, w kolejnych powieściach byłby banalny.  Obiecuję, że wkrótce przestawię czytelnikom oblicze Perły Renesansu diametralnie różne od prezentowanego w  idyllicznej powieści "Wieczność bez ciebie".

Skąd czerpie Pani inspiracje do swoich powieści?

Inspiracje czerpię, jak większość pisarzy, z otaczającego mnie świata. W moim przypadku to nie jest trudne. Mam sporo zainteresowań, dużo podróżuję. Moje życie zawsze było pełne zaskakujących, przyjemnych ale i tragicznych zdarzeń. Było i jest ciekawe. Twórcze pomysły  pozyskuję więc dość łatwo.

O czym będzie kolejna książka?

Nie lubię uprzedzać faktów. Jestem przesądna i dlatego o swojej kolejnej książce, o której wspominałam już w naszej rozmowie, powiem jeszcze tylko tyle, że  opisuje tragiczne dzieje pewnej rodziny uwikłanej przez los w działania wojenne, które miały miejsce na Zamojszczyźnie podczas drugiej wojny światowej. Niewyobrażalne okrucieństwo, które dotknęło tu miejscową ludność z rąk hitlerowców, to jedna z najczarniejszych kart historii Polski, nie tylko tego miasta.


Oryginał artykułu ukazał się w dwumiesięczniku literackim 
POCISK NR7/8 (LIPIEC-SIERPIEŃ) 2017


sobota, 30 września 2017

Grecja moja miłość- wywiad dla Beaty Kuczborskiej

 Całkiem niedawno miałam przyjemność udzielić wywiadu Beacie Kuczborskiej, znawczyni greckiego tematu, pasjonatce wszystkiego, co greckie. Fragment mojej rozmowy z nią cytuję na blogu, a po całość wywiadu zapraszam na stronę www.betaki.pl .Polecam tę stronę wszystkim zainteresowanym piękną ojczyzną Homera i tym, co greckie. 


           Wywiad z Bożeną Gałczyńską-Szurek

Kilka miesięcy temu wydana została najnowsza powieść napisana przez Bożenę Gałczyńską-Szurek zatytułowana „Cierpkie winogrona”. Równocześnie z tą powieścią ukazały się na rynku wznowienia dwóch innych powieści tej autorki: Jej debiutu, „Kręta droga do nieba” [tytuł pierwszego wydania: „Tajemnice greckiej Madonny”] oraz „Klasztor zapomnienia” [tytuł pierwszego wydania: „Monachos”]. Te trzy powieści nie wyczerpują całego dorobku, który ma na swoim koncie Bożena Gałczyńska-Szurek, ale akcje tych trzech właśnie autorka zdecydowała się osadzić w Grecji. Nie mogłam tego oczywiście nie zauważyć: wszak staram się śledzić wszystko, co w jakikolwiek sposób dotyczy Grecji. Tym sposobem trafiłam do Bożeny Gałczyńskiej-Szurek, która zgodziła się porozmawiać ze mną na temat Grecji, odpowiedziała wyczerpująco na frapujące mnie a dotyczące Jej twórczości pytania oraz sprawiła mi wielką niespodziankę: podarowała mi pierwsze wydanie swojej debiutanckiej powieści, której w tym wydaniu od tak długiego czasu, poszukiwałam. Dziękuję bardzo!

Zapraszam serdecznie do przeczytania wywiadu, jak też do przeczytania wszystkich powieści Bożeny Gałczyńskiej-Szurek, w tym w szczególności tych z Grecją w tle: „Kręta droga do nieba”, „Klasztor zapomnienia” oraz „Cierpkie winogrona”.

Beata Betaki Kuczborska: Zamierzam sięgnąć po kolejną z Twoich powieści z tych, dla których Grecja jest tłem. Myślę tu o „Krętej drodze do nieba”, napisanej i po raz pierwszy wydanej kilka lat temu (teraz wznowionej). Wiem, w jaki sposób piszesz: za mną już dwie inne Twoje powieści: „Klasztor zapomnienia” i „Cierpkie winogrona”, stąd nie obawiam się najmniejszego zawodu. Powiedz, proszę, skąd te pomysły na osadzanie akcji w Grecji? Czy to tam właśnie czujesz to coś, co Cię inspiruje? Czy te pomysły rodzą się tam czy raczej tu, w Polsce?

Bożena Gałczyńska-Szurek: Moje książki są inspirowane miejscami, które mnie urzekły. Sam pomysł, by zająć się pisarstwem zrodził się w Polsce, jednak kocham też Grecję. Mam w niej przyjaciół, często tam bywam. Czuję się z tym krajem bardzo związana, a że jest wyjątkowo piękny, stał się moją inspiracją. Pisarze zazwyczaj opisują miejsca które ich fascynują i wiążą emocjonalnie. Twórczość zawsze jest związana z emocjami. To się chyba nazywa kolokwialnie natchnienie :-) Moje pomysły na fabuły rodzą się najczęściej pod wpływem chwili na długo przed powstaniem samej książki. Często w Grecji, jeśli książka ma jej dotyczyć.

Beata Betaki Kuczborska: „Klasztor zapomnienia” to głównie północ Grecji: Athos, Chalkidiki, ale i trochę Peloponezu, „Cierpkie winogrona” to z kolei wyspa Korfu. „Kręta droga do nieba” – jeszcze nie wiem: podobno jakaś wyspa… Czy to jest tak, że wysyłasz swoich bohaterów tam, gdzie byłaś (no nie: na Athos przecież chyba nie byłaś, no ale to, powiedzmy, miejsce szczególne), czy też na tyle dużo czytasz o tej Grecji, że z tych tylko źródeł czerpiesz wiedzę dla późniejszych swoich opisów. Pytam, bo dla mnie tej Grecji w Twoich powieściach jest wiele i tak naprawdę dzięki czemuś, co nie jest przecież dokumentem a jest powieścią, można ten kraj sobie również przybliżyć.

Bożena Gałczyńska-Szurek: Mieszkałam w Grecji, a z powodu fascynacji również mojego męża tą historyczną krainą, od lat po niej podróżuję. Moi przyjaciele Grecy żartują, że w niektórych rejonach Hellady orientuję się lepiej niż oni. Przedstawiam w powieściach miejsca, które mnie w oczarowały, a wysyłam swoich bohaterów, pomijając rzecz jasna Athos, wyłącznie tam, gdzie sama byłam :-) Na moim profilu fb niekiedy prezentuję, jako ciekawostkę, swoje zdjęcia z opisywanych terenów. Oczywiście dużo czytam na temat Grecji, a treść powieści dodatkowo konsultuję z mieszkającymi w niej przyjaciółmi.................

Całość wywiadu w linku:

piątek, 1 września 2017

Wrześniowe przemyślenia

Kolejna rocznica wybuchu drugiej wojny światowej. Smutna okoliczność do upamiętnienia i piękna piosenka o chłopcach z tamtych lat….Muzyczna pocztówka z czasów wojny:)





piątek, 21 lipca 2017

Nastrojowo i wierszowo

 Przemijanie

Nie wiem, jaki był świat, gdy mnie nie było.
Jestem, trwam, cieszę sie, zamartwiam, różnie bywa...
Nie umiem sobie wyobrazić, jaki będzie świat, gdy mnie już nie będzie.
Gdy zaczynam o tym myślec, cierpienie doczensne znika, staje się malutkie i niestotne.

Nie myślę więc o tym........uciekam.




piątek, 7 lipca 2017

"Cierpkie winogrona" nagrodzone:)

W plebiscycie  Najlepsza książka na lato,  ogłoszonym przez portal literacki Granice pl., moja powieść Cierpkie winogrona otrzymała nagrodę Jury w kategorii romans. To piękna niespodzianka. 





Fragmenty recenzji z portalu Granice.pl

Tragiczna śmierć, intryga i burzliwy romans w pięknej greckiej scenerii - to główne elementy składające się na najnowszą powieść Bożeny Gałczyńskiej-Szurek Cierpkie winogrona.

Po śmierci męża Paulina wraz z teściową, Zofią, udaje się do prawnika w celu odczytania testamentu. Kiedy okazuje się, że większość majątku Janek, zmarły mąż Pauliny, przepisał nieznanemu kobietom spadkobiercy – Krzysztofowi Vanizelosowi – panie są zdruzgotane. Firma, dom i pieniądze mają zniknąć bezpowrotnie w kieszeni jakiegoś Greka. Paulina nie godzi się na taki los. Przyzwyczajona do luksusów, przepychu i bogactwa, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i osobiście rozmówić się ze spadkobiercą męża. Chociaż nie liczy na zwrot majątku, pragnie poznać chociaż powody tak zaskakującej woli męża. Wyjazd na jedną z greckich wysp – Korfu – ma przybliżyć kobietę do prawdy. Paulina wraz z towarzyszącą jej w podróży przyjaciółką, Niną, nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, w jaką intrygę zostanie wplątana i jak wiele będzie ją ten wyjazd kosztował. Odkryte przed wyjazdem do Grecji stare fotografie wzbudzają w bohaterce jeszcze więcej wątpliwości. Kim są osoby na zdjęciach? Dlaczego Janek tak skrzętnie je ukrywał? Tajemnica zdaje się gonić tajemnicę, a wszyscy proszeni o pomoc ludzie dopytywani o Krzysztofa Vanizelosa nabierają wody w usta.

Cierpkie winogrona to powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem romansowym w tle. Tajemnicza śmierć męża Pauliny, spadek i związane z tym wszystkie komplikacje tworzą fundament powieści i prowadzą czytelnika do zaskakującego finału. Historia burzliwego związku Pauliny i Stawrosa – mężczyzny spotkanego w hotelu – jest poprowadzona zgrabnie, typowo dla tego rodzaju literatury. O miłosnych wzlotach i upadkach bohaterów czytelnik czytał będzie z wypiekami na twarzy, oczekując dalszego rozwoju wypadków........


czwartek, 29 czerwca 2017

Greckie wakacje

Zapachniało latem. Jeszcze niedawno kwitły kasztany i delektowaliśmy się wiosną. Dzisiaj pakujemy wakacyjne bagaże. Życzę wszystkim udanego urlopu, a moim czytelnikom proponuję do posłuchania i …obejrzenia, romantyczną letnią piosenkę. Utwór jest uroczy i w pewnym sensie ma związek z moją najnowszą książką zatytułowaną Cierpkie winogrona.  

Wideoklip nagrano w Grecji i  mam wrażenie, że piosenkarz z tego filmiku mogłby być pierwowzorem bohatera mojej powieści. Klimat teledysku z Christosem Cholidisem jest romantyczny, ale jest też trochę tajemniczy i niepokojący. Podobnie jak książka - w zasadzie obyczajowa, jednak pełna niedomówień i tajemnic:)

Zamieszczam moją ulubioną grecką piosenkę o miłóści. Życzę wszystkim miłych wakacji.




Rozkoszujcie się wakacjami, a na mój blog zapraszam jesienią, gdy znowu zapragniemy nowych wyzwań. 

czwartek, 22 czerwca 2017

Kociaku przyjeżdżaj- czyli kocham teatr



Violetta Villas, wielka osobowość estradowa była prywatnie krucha i bezbronna. Jej prawdziwa historia to pasmo zdumiewających sukcesów i porażek. Nie jest tajemnicą, że  utalentowana i kreatywna scenicznie rzucała publiczność na kolana, jednak zupełnie  nie radziła sobie w codziennym życiu. Jej osobiste sprawy były nieuporządkowane jak wszystko, co ją otaczało. Cała Polska wstrzymała oddech, gdy w 1988 roku wyruszyła do Ameryki, by spełnić  marzenie o stabilizacji życiowe-niepotrzebnie. Monotonne życie u boku biznesmena Teda Kowalczyka, z dala od bliskich, okazało się dla niej zbyt trudnym wyzwaniem.




 Od momentu powrotu do ojczyzny po wojażach artystycznych w Ameryce, podobnie jak w młodości, była obiektem krytyki i ataków medialnych. Nigdy nie udało się jej przekonać  oponentów ani do siebie, ani do  swojej barwnej personality. Ostatecznie ścigana przez ciekawskich dziennikarzy odizolowała się od ludzi.  Zamknęła się w rodzinnym domu w Lewinie otoczona zwierzętami. Trudno sobie wyobrazić, co czuła osoba obdarzona przez los tak wielkim talentem, bezustannie negowana.

Moja sztuka jest smutną opowieścią o samotności gwiazdy, która pomimo ewidentnego talentu stała się ofiarą swojej życiowej niezaradności, ludzkiej głupoty i  skorumpowanego do cna  polskiego schowbiznesu. Premiera dramatu „Kociaku przyjeżdżaj, czyli Villas story” odbyła się 17 czerwca w Centrum Sztuki Współczesnej Solvay w Krakowie.

sobota, 27 maja 2017

Warszawa- Targi Książki 2017

Uczestnicząc w barwnej imprezie na Stadionie Narodowym  po raz kolejny uległam przeświadczeniu, że twierdzenie,  jakoby statystyczny Polak czytał jedną książkę rocznie, jest bzdurą. Przed stoiskami pełnymi pięknie wyeksponowanej literatury, nie tylko polskiej, przetaczały się tłumy ludzi. Moment był uroczysty, bo przedpremierowo w sprzedaży ukazała się moja nowa powieść sensacyjno-obyczajowa Cierpkie winogrona. Ponadto towarzyszyły jej jeszcze cieplutkie od prasy drukarskiej wznowienia  Wieczności bez ciebie, Monachosa i Tajemnic greckiej Madonny. Powstała seria książek w greckim klimacie, o kryminalno sensacyjnej tematyce. W moim życiu, przed tymi targami, z literackiego punku widzenia dużo się działo.



W dodatku było interesująco. Odwiedzili mnie moi czytelnicy,  spotkałam przemiłych ludzi znanych mi dotąd jedynie z facebooka. 





Miałam też z obu stron stoiska sąsiedztwo osób nie tyle związanych z literaturą, co popularnych, tzw. publicznych. Ich rolę w tym miejscu i moją zadumaną minę, krótko skwitował mój mąż.
- Czemu się dziwisz? Są jak jońskie kolumny na Akropolu. Atrakcja dla zwiedzających.
Zasępiłam się. 
- Z całym szacunkiem - odparłam - ale  kolumny jońskie reprezentują w kulturze europejskiej wartości adekwatne do miejsca ich eksponowania. Na Targach, przy doborze gości, zadziałały chyba jakieś inne kryteria weryfikacji:)
- Chyba tak- Mąż roześmiał się.
        
                                                                     

poniedziałek, 1 maja 2017

Przybył kolega maj

Jest pierwszy maja. Nie, nie będę pisać o majowym świecie. Kojarzy mi się z przymusowymi pochodami w dzieciństwie, a ostatnio z medialnymi nagonkami politycznymi. Podobno demonstranci pobili się we Francji z policjantami i to jest nius dzisiejszego dnia- nie dla mnie.
Przede wszystkim jest fatalna pogoda. To mnie martwi najbardziej, bo planowałam majówkę w plenerze, a jestem zmarzluchem. Spoglądam tęsknie za okno.
- Przydałoby się trochę słońca na zachętę - marudzę do męża.
- Istnieją kurtki i płaszcze.- Śmieje się.
Może istnieją, ale miało być inaczej, myślę sobie nadąsana. Wkładam pikowany „puchowy wynalazek” i czapkę.
- O matko! - jęczę demonstracyjnie. -To ma być pierwszy maja?                       Wyruszam na wyczekiwaną wycieczkę do lasu odziana i obuta jak na Syberię.
- I kasztany nie zakwitły, a matury tuż, tuż - zrzędzę.
- Ano nie zakwitły, ale nic dzisiaj nie jest gorsze od twojego humoru- żartuje mąż.
Coś w tym jest.:) Dobre nastawienie może być ważniejsze niż pogoda i inne obiektywne przeszkody.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Wieczność bez ciebie w drugiej odsłonie

Kochani, powieść Wieczność bez ciebie powraca na rynek wydawniczy w zupełnie nowej oprawie graficznej. Nic ująć, nic dodać. Moja książka tak obecnie wygląda.



wtorek, 11 kwietnia 2017

Wielkanoc 2017

Życzę wszystkim zdrowych pogodnych Świąt Wielkanocnych przepełnionych wiarą nadzieją i miłością. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół oraz wesołego Alleluja.




piątek, 10 marca 2017

Mamy kolejną wiosnę

Marzec to mój ulubiony miesiąc. Przychodzi po roztopach, gdy zimą jestem już zmęczona i czuję nadchodzące lato. To czas pięknych świąt: Dnia Kobiet i moich imienin. Znajomi nie znają przeważnie ich daty, a bliscy darują mi trzynastego marca ulubione tulipany.  Moje ukochane „wyrośnięte kaczeńce”, urocze zwiastuny kolejnej wiosny nie pachną, nie są zbyt popularne i nie są też zbyt trwałe.  Z drugiej strony, co w życiu jest trwałe?



niedziela, 26 lutego 2017

Muzyka w moich książkach.


W moich publikacjach literackich często  pojawia się element muzyczny. Zazwyczaj są to miejsca, jak na przykład Szkoła Muzyczna w Zamościu, gdzie toczy się częściowo akcja powieści Wieczność bez ciebie, ale zdarzają się też bezpośrednie nawiązania do różnych kompozycji , szczególnie do piosenek. Bywają cytowane, niekiedy czynię z ich tekstu motto. Tak jest w mojej najnowszej książce zatytułowanej Cierpkie winogrona. Tekst piosenki Anny German  odgrywa w powieści  ważną rolę.




niedziela, 12 lutego 2017

Kolejne Walentynki

Zbliża się kolejne walentynkowe święto miłości. Jak każdego roku wspominam o tym,  bo dla mnie czternasty luty  to szczególna data - dzień moich urodzin. Chcielibyście pewnie wiedzieć, czy w tym fakcie jest  coś szczególnego? Dla mnie jest. Dostaję podwójny prezent i z mojego punktu widzenia, to jest fajne.  W pewien sposób rekompensuje mi , choć  częściowo,  przykrą dla każdej kobiety  refleksję, że kolejne urodziny to kolejny rok, w którym nieubłaganie przybywa lat. Innym też przybywa, ale w mniej spektakularnych okolicznościach. I w zasadzie to jest pocieszające.

Poniżej szacowna jubilatka na wakacyjnie. Jakoś z zimą mi na zdjęciach nie do twarzy:)





poniedziałek, 30 stycznia 2017

Za co kocham zimę



Zimę kocham za przyozdobione śnieżnym puchem krajobrazy. Za szadź, która  nadaj wszystkiemu wokoło bajeczny niepowtarzalny klimat. Za śnieg, gdy spadnie wielkimi płatami i okryje wszystko wokoło błyszczącą w świetle latarni pierzyną. Za malunki mrozu na zmarzniętych szybach.
A, że nie jeżdżę na nartach, a tym bardziej na łyżwach, kocham zimę na swój niedoskonały sposób. Podziwiam ją chętnie z okna mojego salonu, w którym jest bardzo ciepło, gdy siedzę przy rozświetlonej kolorowymi lampkami choince :) Trochę wstyd się przyznać.   




poniedziałek, 23 stycznia 2017

Dopadła mnie zamojska Leśmianomania:)




W malinowym chruśniaku, przed ciekawym wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długi godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty

Duszno było od malin, któreś, szepcąc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Maliny przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I powtarza się tylko dla swojej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Twoje usta dotknęły spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy wciąż trwał dookoła.

                          ****************

     Bolesław Leśmian -W malinowym chruśniaku