sobota, 27 maja 2017

Warszawa- Targi Książki 2017

Uczestnicząc w barwnej imprezie na Stadionie Narodowym  po raz kolejny uległam przeświadczeniu, że twierdzenie,  jakoby statystyczny Polak czytał jedną książkę rocznie, jest bzdurą. Przed stoiskami pełnymi pięknie wyeksponowanej literatury, nie tylko polskiej, przetaczały się tłumy ludzi. Moment był uroczysty, bo przedpremierowo w sprzedaży ukazała się moja nowa powieść sensacyjno-obyczajowa Cierpkie winogrona. Ponadto towarzyszyły jej jeszcze cieplutkie od prasy drukarskiej wznowienia  Wieczności bez ciebie, Monachosa i Tajemnic greckiej Madonny. Powstała seria książek w greckim klimacie, o kryminalno sensacyjnej tematyce. W moim życiu, przed tymi targami, z literackiego punku widzenia dużo się działo.



W dodatku było interesująco. Odwiedzili mnie moi czytelnicy,  spotkałam przemiłych ludzi znanych mi dotąd jedynie z facebooka. 





Miałam też z obu stron stoiska sąsiedztwo osób nie tyle związanych z literaturą, co popularnych, tzw. publicznych. Ich rolę w tym miejscu i moją zadumaną minę, krótko skwitował mój mąż.
- Czemu się dziwisz? Są jak jońskie kolumny na Akropolu. Atrakcja dla zwiedzających.
Zasępiłam się. 
- Z całym szacunkiem - odparłam - ale  kolumny jońskie reprezentują w kulturze europejskiej wartości adekwatne do miejsca ich eksponowania. Na Targach, przy doborze gości, zadziałały chyba jakieś inne kryteria weryfikacji:)
- Chyba tak- Mąż roześmiał się.
        
                                                                     

poniedziałek, 1 maja 2017

Przybył kolega maj

Jest pierwszy maja. Nie, nie będę pisać o majowym świecie. Kojarzy mi się z przymusowymi pochodami w dzieciństwie, a ostatnio z medialnymi nagonkami politycznymi. Podobno demonstranci pobili się we Francji z policjantami i to jest nius dzisiejszego dnia- nie dla mnie.
Przede wszystkim jest fatalna pogoda. To mnie martwi najbardziej, bo planowałam majówkę w plenerze, a jestem zmarzluchem. Spoglądam tęsknie za okno.
- Przydałoby się trochę słońca na zachętę - marudzę do męża.
- Istnieją kurtki i płaszcze.- Śmieje się.
Może istnieją, ale miało być inaczej, myślę sobie nadąsana. Wkładam pikowany „puchowy wynalazek” i czapkę.
- O matko! - jęczę demonstracyjnie. -To ma być pierwszy maja?                       Wyruszam na wyczekiwaną wycieczkę do lasu odziana i obuta jak na Syberię.
- I kasztany nie zakwitły, a matury tuż, tuż - zrzędzę.
- Ano nie zakwitły, ale nic dzisiaj nie jest gorsze od twojego humoru- żartuje mąż.
Coś w tym jest.:) Dobre nastawienie może być ważniejsze niż pogoda i inne obiektywne przeszkody.