poniedziałek, 6 grudnia 2021

Mikołajki

 Mikołajki, to dzień prezentów. Bez względu na wiek wszyscy lubimy dostawać prezenty. Ja też lubię, choć pytanie poprzedzające wydanie fantu bywa krepujące. I, niestety jest często trudniejsze dla dorosłych, niż dla dzieci. Bo, jakby tak obiektywnie się zastanowić, uczciwie i nad każdym kolejnym dniem roku, to prezent niejednego z nas by ominął. Na szczęście pamięć bywa zawodna, a pytanie jest z gatunku mało restrykcyjnych:) No, w każdym razie nikt prawdomówności nie weryfikuje. Małe kłamstewka zatem ujdą:)

 


niedziela, 7 listopada 2021

Jeszcze listopadowo

 

 

                                          Wieczność bez ciebie 


                                                                        I

 

    Choć światło słońca wciąż rozświetlało horyzont czerwoną poświatą, nad cmentarzem w Tarnawatce powoli zapadał zmierzch. Od strony Ukrainy groźnie kłębiły się granatowoczarne chmury. Zabytkowa część nekropoli położona była bliżej drogi. Garstka grobowców z poczerniałymi i poprzekrzywianymi kamiennymi tablicami przedstawiała smutny widok. Jedyny dobrze zachowany pomnik, usytuowany w oddaleniu od innych, pod samym murem cmentarnym, i pozbawiony krzyża, jeszcze potęgował wrażenie przygnębienia. 

    Tymczasem nieopodal, w nowej części cmentarza, królowały wypucowane budowle z lastrika, marmuru i kosztownego granitu. Okoliczni mieszkańcy wznosili swoim bliskim pomniki świadczące o guście i zamożności wciąż żyjących krewnych. Tej niedzieli, w dniu odpustu ku czci apostołów Piotra i Pawła, ustrojone kolorowymi kwiatami i rozświetlone płomieniami świec groby upiornie rozweselały monotonny krajobraz. Od drogi wiejski cmentarzyk wyglądał jak barwny bukiet, rozsypany wśród pól.

Barbara siedziała na drewnianej ławeczce i wpatrywała się w owalną fotografię męża. Jeszcze nie pogodziła się z jego śmiercią. Wciąż za nim tęskniła, a że pochowała go z dala od domu, w rodzinnym grobowcu, od niedawna była częstym gościem w tej okolicy. W pogłębiającej się szarówce widać było tylko zarys zdjęcia. Może dlatego wyobraziła sobie, że Jan znowu się do niej uśmiecha. Dopadły ją wspomnienia. Nawet nie zauważyła, kiedy cmentarz opustoszał.

Z zadumy wyrwał ją warkot silnika, dobiegający od strony drogi.

– O Boże, ostatni autobus – jęknęła i poderwała się na równe nogi.

Jej spojrzenie przemknęło błyskawicznie po odjeżdżającym z przystanku autosanie, prześliznęło się po zachmurzonym niebie i zatrzymało na starej części cmentarza. Na zapomnianym przez wszystkich pozbawionym krzyża grobowcu pod cmentarnym murem. Skoro spóźniła się na ostatni autobus, mimo późnej pory zamierzała tam pójść. Tak często kończyła swoje wizyty na cmentarzu, ale tym razem nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Dosłownie wrosły w żwirową alejkę. Barbara jak urzeczona stała i wpatrywała się w migocący punkt, który rozświetlał łagodnym żółtym światłem cmentarny mur dokładnie tam, gdzie wypatrywała znajomej mogiły. Wyraźnie było widać, że w najciemniejszym kącie nekropolii, na doglądanym od lat tylko przez nią grobie, płonie znicz. Dałaby głowę, że kiedy przyszła na cmentarz, nie było go. Nigdy dotąd nie widziała tam  żadnych świec, oprócz tych, które sama tam stawiała. Poczuła, że oblewa ją zimny pot.

– W dodatku ten list...

Przypomniała sobie o białej kopercie, wetkniętej jakiś czas temu w skrzydło drzwi, i ogarnęła ją panika. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe. Na cmentarzu było zupełnie pusto.

– Może to tylko przypadek – uspakajała się, zerkając ukradkiem w kierunku opuszczonej mogiły.

Gdzieś w pobliżu wiatr poruszył czubkami dorodnych tui. Zaszeleściły zarośla. Barbara nagle straciła ochotę na odwiedziny kamiennego rumowiska. Zaczęła się spieszyć. Podniosła z ławki torebkę i, nie oglądając się za siebie, szybkim krokiem ruszyła w kierunku wyjścia.

    To się wszystko na pewno da jakoś racjonalnie wyjaśnić – pocieszała się w myślach.

Widok parkingu przed cmentarzem nie był obiecujący. Niewielka, pokryta dziurawym asfaltem zatoczka świeciła pustkami. Starsza pani stanęła na skraju lokalnej drogi i bezradnie rozglądała się wokoło. O tej porze na bocznej drodze w Tarnawatce mogła liczyć tylko na cud. Taksówka do Zamościa kosztowała majątek, ale zawsze to jakiś pomysł. Dałaby teraz wszystko, byle tylko znaleźć się w domu. Zaczęła nerwowo grzebać w dużej czarnej torebce. Zawsze miała w niej nieopisany bałagan, ale przecież gdzieś na dnie powinna być komórka.

    – Tu jej nie ma, i tu też nie?

    Potrząsała skórzanym workiem i denerwowała się coraz bardziej. W końcu niezręczny ruch ramieniem w kierunku zamka do bocznej kieszeni rozwiązał problem poszukiwań. Cała zawartość torebki wysypała się na jezdnię.

    – No, to pięknie! – kobieta aż krzyknęła.

    Na twarzy wyszły jej czerwone plamy. Na asfalcie leżały teraz jej osobiste rzeczy. Jedyne pocieszenie, że na szczycie tej całkiem pokaźnej górki znalazł się telefon. Barbara rzuciła się na jezdnię i zaczęła zbierać porozrzucane drobiazgi. Notes, długopis czy grzebień mogły się znaleźć w każdej damskiej torebce, ale obecność niektórych przedmiotów leżących na jezdni nawet dla właścicielki była zaskoczeniem.

    – Stateczek Piotrusia? – Oglądała ze zdumieniem zabawkę wnuka – Bilety do kina? Czyżbym o czymś zapomniała? – Zaniepokoiła się. Ostatnio miała coraz większe problemy z pamięcią. – Aaa, to sprzed roku. – Odetchnęła z ulgą.– Ach, ta starość – żachnęła się. – Swoją drogą, nic dziwnego, że trudno mi cokolwiek znaleźć w tej torebce. Po co to wszystko noszę? – zastanawiała się

    W końcu na jezdni pozostał już tylko znicz, który wypadł z torby i potłukł się na kawałeczki. Fioletowe szkiełka wesoło połyskiwały na asfalcie. Barbara przypomniała sobie o nie do końca udanej wizycie na cmentarzu i odwróciła się w kierunku nekropoli. Choć czuła wciąż niepokój, wszystko wokoło wyglądało zwyczajnie. Cmentarz, jak to cmentarz. Dla większości ludzi był miejscem ostatniego spoczynku i wiecznego spokoju.

    A co z tymi... – Przyglądała się z oddali opuszczonej mogile. – ...którzy zabrali ze sobą do grobu ponure tajemnice i sami poszukali w śmierci ukojenia…? Nieoczekiwanie i w trochę niedorzecznym miejscu starsza pani zaczęła snuć przemyślenia. Na parkingu wśród pól ogarnęła ją nostalgia za minioną młodością. Było tak cicho i tak spokojnie, jak to bywa latem na Roztoczu. Pachniało siano i brzęczały świerszcze.

    Na „przepraszam”, które padło nagle zza jej pleców, serce podskoczyło jej do gardła.

    – Jezus Maria, a pan to kto?! – wrzasnęła przerażona.

    – Zgubiłem się. Spokojnie, jestem fotografem, a nie duchem. – Młody mężczyzna zażartował i roześmiał się.

    – To miał być dowcip, młody człowieku? – obruszyła się.

    – Rzeczywiście, chyba niezręcznie się wyraziłem. – Oburzenie starszej pani zbiło z tropu żartownisia.

    Barbara bez słowa obserwowała go ponad grubymi szkłami okularów, które, o dziwo, udało się jej wyciągnąć z torebki za pierwszym razem. Był młody, świetnie ubrany i bardzo przystojny.

                 
                                                      

                                          

poniedziałek, 1 listopada 2021

Listopadowo

Jest pięknie. Jest klimatycznie, wspomnieniowo, nastrojowo i ....tylko raz w roku. Po prostu mamy dzisiaj Wszystkich Świętych. Rozświetlony tysiącami lampek cmentarz powoduje refleksję nad sensem trwania i przemijania. Odświętnie przystrojone groby i krzątający się wokół nich bliscy zmarłych, to niezapomniany widok. Uroczysty sposób czczenia pamięci tych, którzy odeszli, ma długą tradycję i jest bardzo ważny dla nas wszystkich. Spaceruję, podziwiam. Pod stopami szeleszczą kolorowe jesienne liście. 

                               


niedziela, 31 października 2021

Jesienne rozważania:)

 Nie przepadam za listopadem, bo koniec jesieni jest zazwyczaj paskudny. I choć uwielbiam dzień Wszystkich Świętych, kojarzę go z chłodem, którego szczerze nie lubię. Na szczęście dzisiaj od rana przygrzewa słoneczko. Jest szansa, że jutro będzie podobnie. Już się cieszę, a dzisiejszych obchodów modnego ostatnio Halloween zupełnie nie rozumiem i nie popieram. W tradycji Słowian, przedchrześcijańskiej, istniały przecież bliższe naszej kulturze Dziady. Nie były z założenia zabawne, ale czy doprawdy jest coś śmiesznego w temacie tak śmiertelnie poważnym, jak śmierć? No, właśnie. 

Ma być jakieś święto, czy coś, z powodu tej dziurawej dyni?:)   

                                                     


sobota, 18 września 2021

W jesiennych klimatach

 Od dwóch tygodni jestem w pracy. Staram się nie patrzeć w okno. Z powodu ponurej aury widok za nim nie powala, mimo, że podwórko jest piękne. Pocieszam się dźwiękami Preludium z I Suity J. S. Bacha na Wiolonczelę Solo i popijam kawkę. Tak, tak.....bo to wcale nie jest nauczycielowi muzyki zakazane. Nic dziwnego, że kocham swoją pracę. A, skoro uwielbiam też pisać książki, to chyba muszę przyznać, że jestem szczęściarą. 






sobota, 11 września 2021

Powroty, powroty....

Po powrocie z wakacji do domu z południa Europy najprzyjemniejsza jest chyba perspektywa grudniowych Świąt Bożego Narodzenia. Aura, bowiem, nas w tym roku w Polsce nie rozpieszczała i nie rozpieszcza. Lato było deszczowe, kiepskie. Jesień mamy chłodną i pochmurną. Grozi nam czwarta fala zarazy, knockdown i, co gorsze, być może nauka zdalna. Ale, skoro zima znowu ma być mroźna i śnieżna, to mimo wszystko coś interesującego nas czeka. W tam razie, kochani moi: byle do zimy…..A, na razie, jeszcze na fotce nieco wakacyjnie.



wtorek, 29 czerwca 2021

WAKACJE!

 Kochani, życzę Wam spokojnych i zdrowych wakacji. Spotkań z nowymi ludźmi i niesamowitych wrażeń. Tylko szerokich dróg, które prowadzą w niezapomniane miejsca. Zapraszam ponownie jesienią, gdy będzie chłodniej i znowu nam się zechce, tak bardzo, jak teraz się nie chce.......

Zatem szerokiej drogi i najlepiej w nieznane. 




wtorek, 1 czerwca 2021

Dzień Dziecka

Skoro dzisiaj mamy tak szczególny dzień, przypominam wszystkim o tym, że posiadanie dziecka to największa nagroda od życia i cud miłości. Każde dziecko jest oczywiście  wyjątkowym skarbem. Dzieci całkowicie zmieniają świat​. Są urocze, kochane,  wspaniałe, a niekiedy też nieprzewidywalne w swoich zachowaniach. Oczywiście nawet wtedy, kiedy nas boleśnie zaskoczą, nie przestajemy ich kochać, bo kocha się przecież nie za coś, a pomimo - na szczęście😊Pozdrawiam wszystkie dzieciaki w ich dniu.



środa, 26 maja 2021

Najpiękniejszy ze wszystkich dni w roku....

Adam Zagajewski "O matce"

O mojej matce nie umiałbym nic powiedzieć  
jak powtarzała, będziesz kiedyś żałował,
gdy mnie już nie będzie, i jak nie wierzyłem
ani w "już", ani w "nie będzie",

jak lubiłem patrzeć, kiedy czytała modną powieść
zaglądając od razu do ostatniego rozdziału,
jak w kuchni - uważając, że to nie jest
dla niej odpowiednie miejsce - przyrządza niedzielną kawę
albo - jeszcze gorzej - filety z dorsza,

jak czeka na przyjście gości i patrzy w lustro,
robiąc tę minę, która skutecznie chroniła ją
przed zobaczeniem siebie naprawdę - co, zdaję się,
odziedziczyłem po niej - jak i kilka innych słabości,

jak potem swobodnie rozprawia o rzeczach, które nie były jej forte,
jak ja jej niemądrze dokuczałem - tak jak wtedy, kiedy ona
porównała siebie do Beethovena głuchnącego,
a ja powiedziałem okrutnie - Ale wiesz, on miał talent...

                          jak wszystko mi wybaczała
                          jak ja to pamiętam
                          jak leciałem z Huston na jej pogrzeb
                          jak nic nie umiałem powiedzieć
                         i wciąż nie umiem.



sobota, 1 maja 2021

Kolega maj:)

Wreszcie zawitał wyczekiwany maj. Niestety jest okropnie. Zimno, wietrznie i pada deszcz, przynajmniej na Zamojszczyźnie. Z drugiej strony może to i lepiej, bo pogoda zdecydowanie ostudzi zapały do organizowania awantur przy okazji kolejnego państwowego święta. Ostatnio takie chwile kojarzą się Polakom przykro, bo głównie z rozróbami. Ja, z perspektywy prowincji, generalnie obserwując wyłącznie aurę, po fatalnie zimnym kwietniu zadaję sobie pytanie, czy może :…. lata już nie będzie?😊



 

środa, 7 kwietnia 2021

Pożegnanie

Nie mogłabym tego nie zrobić. Też jestem muzykiem. Żegnam go przy pięknej autobiograficznej piosence "Chciałem być".....mojej ulubionej. Koniecznie posłuchajcie😔

Podobno miał plany na "poważny" zawód: inżynier, może lekarz? Ostatecznie porzucił medycynę dla muzyki. Już jako dziecko uczył się grać i śpiewał. Odszedł Krzysztof Krawczyk, wspaniały polski Elvis Presley. Miał wielkie serce i taki sam głos. Podobno wciąż marzył i czegoś szukał. Tam, gdzie teraz jest, może spełnić wszystkie marzenia i zostać kim tylko zechce.




niedziela, 14 marca 2021

Trochę słońca w zimowy poranek

 Za oknem wciąż pada Śnieg. Może dlatego przeglądam z rozrzewnieniem „Cierpkie winogrona”, opowieść o przyjaciółkach, które na dalekiej greckiej Korfu próbują zacząć życie od nowa. Recepty na szczęście w tej książce nie znajdziecie, ale odrobina słońca i humoru na pewno nikomu nie zaszkodzi. Zima była długa i ciężka.  

                                                                       VIII

Po powrocie do hotelowego pokoju Paulinę czekało kolejne zaskoczenie. Gdy nacisnęła klamkę, okazało się, że drzwi są otwarte. Była taka zdziwiona obecnością Niny w ciągu dnia, że zadała niedorzeczne pytanie:

– Co tu robisz?

– Mieszkam? – Przyjaciółka odpowiedziała pytaniem i wybuchła śmiechem. – Mieszkam – potwierdziła sama sobie. – A teraz czekam na ciebie.

– Coś się stało! – zaniepokoiła się Paula.

– A stało się? – żartowała dalej tamta.

– Przestań się wygłupiać! Masz jakieś problemy z Gabrielem – zawyrokowała rezolutnie przyjaciółka.

– Jeszcze nie.

– To co, do cholery, tu robisz o tej porze? – rozsierdziła się zdezorientowana sytuacją współlokatorka.

– Ale o co ci chodzi? Aż tak cię dziwi moja obecność w tym pokoju?

– Od co najmniej tygodnia, o ile się w ogóle widujemy, to tylko po dwunastej w nocy i przed śniadaniem. Już trochę przywykłam, że jesteś wciąż zajęta i raczej w plenerze – stwierdziła Paulina z przekąsem. Kątem oka zarejestrowała, że przyjaciółka ściera z paznokci różnokolorowy lakier, że jest bez makijażu i ma włosy skromnie spięte na czubku głowy, byle jak, w koński ogon. Teraz już była pewna, że dzieje się coś złego. – Co robisz? – Pokazała palcem na znikający z paznokci lakier.

– Nie sądzisz, Pauluś, że powinnam trochę zmienić styl? Że obecny jest nazbyt wyzywający? – Nina odpowiedziała pytaniem. Wpatrywała się w twarz rozmówczyni wyczekująco, jakby oczekiwała na wyrok śmierci w swojej sprawie.

– Nie, nie sadzę. – Tamta stwierdziła stanowczo i wbrew swojej faktycznej opinii na ten temat. – Nie chcę, żebyś przestała być sobą. Czy są ku temu jakieś powody? Ten twój Romeo cię skrytykował?

– Nie kpij z Gabriela – obruszyła się.

– Tylko tyle z mojej wypowiedzi zrozumiałaś? – zdziwiła się Paulina. – Miałam na myśli, że jesteś świetną dziewczyną i nie powinnaś udawać kogoś innego. To się zazwyczaj nie sprawdza.

Nina milczała obrażona, a Paulina dalej drążyła temat. Czuła, że musi natychmiast przemówić jej do rozsądku.

– I co? Całe życie od dzisiaj zamierzasz chodzić bez makijażu, bez lakieru na paznokciach i z rozczochraną głową? – dopytywała bezlitośnie.

Nina nie wyglądała na zachwyconą tą wizją.

– Widzisz, chodzi o to, że… – zaczęła.

– Tak? – Paulina zachęciła ją do wynurzeń.

– Gabriel dzisiaj powiedział, że lubi skromne kobiety i że tylko z taką – Nina przełknęła ślinę z przejęcia – mógłby się związać na zawsze.

– Tylko tak nadmienił, czy może ci coś konkretnego zaproponował?

– No, jeszcze nie zaproponował, ale zasugerował, że nasza znajomość może się kiedyś przekształcić w coś poważniejszego. Mówił, że czasem o tym myśli – przyznała Nina.

– I z takiego durnego powodu chcesz zrobić z siebie czupiradło?

– Ale Paula, ja się chyba w nim zakochałam! – Nina jak zwykle w takich sytuacjach była rozbrajająca. – Zupełnie straciłam głowę – wyszeptała.

– Dlaczego mnie to nie dziwi? – westchnęła Paulina, a zaraz potem podjęła temat na nowo: – I nie wyobrażasz sobie życia bez niego? – podpowiadała z powagą. – A on? Ninka, proszę cię, pomyśl. Znacie się tak krótko! Daj mu trochę czasu. Niech on zacznie chociaż myśleć podobnie. Nie uszczęśliwiaj go na siłę. Twój pierwszy mąż, maturzysta, zostawił cię po kilku miesiącach. Co to był za ślub! Pamiętasz wasz szczeniacki wybryk i ten pamiętny rozwód? Miałaś osiemnaście lat. Oboje coś chcieliście wszystkim udowodnić. Twoja matka z rozpaczy omal nie osiwiała.

– Przestań. Nawet mi tego nie przypominaj!

– Dla Edka z kolei zrezygnowałaś z marzeń o dzieciach, całe szczęście, że sobie poszedł do diabła. Przerwałaś przez niego przed samym końcem studia, bo uznałaś, że to on musi się uczyć, a oboje nie mogliście. W ciągu czterech lat na moich oczach wpakowałaś się w dwa nieudane małżeństwa. Wtedy byłaś bardzo młoda. Czas zmądrzeć!

– Ale Paulina…

– Przepraszam, przesadziłam. Wszystko przez to, że teraz zamierzasz się zmienić, bo Gabriel, którego znasz od kilkunastu dni, coś nieopatrznie powiedział. Proszę cię, uwierz wreszcie w siebie. Niech raz będzie tak, jak ty chcesz.

Nina słuchała rad jak zwykle nieuważnie.

– Ale przyznasz, że jestem trochę ekstrawagancka i że każdy facet się za mną ogląda

– Czy jeśli nikt nie będzie się za tobą oglądał, to Gabriel będzie zachwycony? Tak? Jesteś pewna? – podpytywała koleżanka.

Nina nie była tego pewna, ale i tak nie wyglądała na przekonaną argumentami przyjaciółki. Właściwie nie oczekiwała od Pauliny rad, a jedynie potwierdzenia swoich przemyśleń. Zawiodła się srogo.

– Chciałabym, żebyś mi pożyczyła coś do ubrania na wieczór. Coś prostego i eleganckiego. – Spojrzała na nią wyczekująco.

– A bierz wszystko, co tylko chcesz. – Współlokatorka otworzyła garderobę i wyciągnęła z sejfu ukrytego w szafie swoją szkatułkę z biżuterią. – Przestraszyłam się, że coś złego się stało. A ty tylko z takiego powodu na mnie czekałaś. Przez ciuchy. – Udawała obrażoną, ale długo nie wytrzymała i się roześmiała.

Nina, zamiast jej zawtórować, stwierdziła oschle:

– Nie, nie tylko dlatego. Chcę też wiedzieć, gdzie byłaś.

– Słucham? – Przyjaciółka oniemiała.

– Chcę wiedzieć, co się dzieje i gdzie byłaś – powtórzyła Nina spokojnie.

Paulina milczała zaskoczona, podczas gdy wybranka Gabriela odłożyła przybornik do paznokci, podeszła do sofy i usiadła obok przyjaciółki.

– Nie dziwi cię, że przyjechałam z tobą tak daleko i o nic cię nie wypytuję? Jestem trochę szalona, ale nie aż tak bardzo, jak ludzie myślą. A nie wypytuję, bo wszystko wiem. Cały ranek się o ciebie niepokoiłam. Powinnam była z tobą pojechać, to prawda, tymczasem ja liczyłam naiwnie, że sama się stąd nie ruszysz, albo chociaż że odłożysz na później tę wyprawę. 

 



środa, 3 marca 2021

Jeszcze o choince

 Od kolejnych Świąt Bożego Narodzenia dzieli nas prawie cały rok. Mnie osobiście, zawsze najtrudniej przychodzi się rozstać z choinką. Przetrzymuję ją do ostatniej chwili i wyrzucam, gdy przyzwoitość nie pozwala dłużej trzymać w domu. Ostatniej zrobiłam kilka pamiątkowych fotek z moją książką. Wypadły kolorowo nastrojowo i nieprzyzwoicie świątecznie, zważywszy, że w kalendarzu był drugi luty. Myślę sobie, że w marcu, choćby tylko na zdjęciu, też przyjemnie na nią popatrzeć. Tym bardziej, że za oknem wciąż mamy  śnieg.

 


piątek, 26 lutego 2021

Zima za moim oknem

 Zima za moim oknem jest olśniewająca. Nostalgiczna i nierealna, jak w najpiękniejszych poetyckich ujęciach. Sami popatrzcie. 









Sypie śnieg, jakby biegł
na spotkanie małych kół,
białych kół prędki taniec
senny tak, smutny tak
jak rozstanie…
Od czasu do czasu jest zima,
raz na rok, albo i dwa,
nie narzekajmy na klimat
i bierzmy, co los nam da.

Agnieszka Osiecka „Nowa Miłość Wiersze prawie wszystkie”


poniedziałek, 15 lutego 2021

Walentynkowo

 W lutym jest u mnie walentynkowo i powinno być szczególnie miło, bo mam urodziny. Były prezenty, życzenia, rozmowy telefoniczne, ale generalnie było smutno. Nigdy nie wątpiłam, jako artysta muzyk, że jesteśmy istotami społecznymi i właśnie przekonałam się o tym po raz kolejny na własnej skórze Brakuje mi bliskich i przyjaciół, jednak myję ręce, trzymam dystans i noszę maskę. Da się? Da się!

Tak sobie myślę, że trzeba wytrzymać.




wtorek, 26 stycznia 2021

Przyszła wymarzona zima

 Wreszcie mamy prawdziwą zimę. Marzyliśmy o niej, oczekiwaliśmy na nią i teraz daje nam się we znaki. Na Zamojszczyźnie zawsze było sporo śniegu o tej porze roku i po latach posuchy znowu tak jest. Pojawił się siarczysty mróz i śnieg w dużych ilościach. Covid zatrzymuje nas w domach, co jest w pewnym sensie dobrodziejstwem, bo służby miejskie oczywiście się do zimy nie przygotowały. Sporo się zmienia, to jedno nie.) Kto nie wychodzi na oblodzone chodniki, przynajmniej nie ryzykuje uszkodzeń kości i kontaktu ze służbą zdrowia, i tak przecież przeciążoną. Jednym słowem byle do wiosny.




sobota, 2 stycznia 2021

Szczęśliwego Nowego Roku


Z marzeniami, o które warto walczyć, 

z przyjaciółmi z którymi warto być,

z nadzieją bez której nie można żyć

- Szczęśliwego Nowego Roku -