środa, 23 grudnia 2020

Świątecznie:)

Ślę Wam kochani życzenia najzwyklejsze ale jakże wymowne w obecnej sytuacji: pięknych Świąt Bożego Narodzenia, a zaraz potem Szczęśliwego Nowego Roku 2021. Co oznacza dla nas po prostu powrót do normalności - tak niewiele i tak wiele. Niech znowu będzie pięknie, nich znowu będzie tak, jak dawniej....zwyczajnie. Pozdrawiam serdecznie:)
 



niedziela, 13 grudnia 2020

Jeszcze o Zamościu

W klimacie powieści „ Sekret rodziny von Graffów” odkryłam w Internecie ciekawe zdjęcie ukazujące Zamość w okresie poprzedzającym bezpośrednio wybuch II wojny światowej. Łatwo się wczuć  w atmosferę sfotografowanego miejsca. Kto zna miasto, bez trudu zauważy, że Zamość, choć po licznych renowacjach wypiękniał, nic nie stracił ze swojego dawnego stylu. Wciąż nie brak mu uroku, którym nie raz uwodził w historii wielkich europejskich władców, ale też, niestety, swych okupantów.

Na szczęście miasto po zawirowaniach historii ocalało praktycznie nienaruszone, by cieszyć swoją urodą. A, przecież szczyci się też dumną przeszłością i twierdza, i cała Zamojszczyzna, którą Jan Paweł II skomplementował słowami: „Tu z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tu śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po polsku.” 

Pięknie i trafnie powiedziane. Kto już był, ten wie. Wszystkich, którzy jeszcze nie byli - zapraszam. Fotografia pochodzi ze zbiorów Zamojskiego Muzeum.  



piątek, 20 listopada 2020

Na jesienne wieczory "Sekret rodziny von Graffów"


                                                   I


O godzinie szóstej trzydzieści willa Hansa von Graffa, położona w berlińskiej dzielnicy Steglitz-Zehlendorf, na prominenckim osiedlu Wannsee, pogrążona była we śnie. Poranna mgła otulała dom tak szczelnie, że z okna na piętrze nie było widać dokładnie nawet kawałka chodnika przed budynkiem. Gospodarz zrezygnował w tej sytuacji z obserwowania wejścia. Maria miała własne klucze, poza tym był pewien, że o tak wczesnej porze odgłos damskich szpilek zaalarmuje całą okolicę o porannej wizycie jego wnuczki.

Nie pomylił się. Po kilkunastu minutach przeglądania papierów rozłożonych na biurku usłyszał wyraźny stukot damskiego obuwia. Kobiece kroki zatrzymały się przed jego domem. Potem cicho skrzypnęła metalowa furta.

Starszy mężczyzna oczekiwał tej rozmowy, nalegał wręcz na nią, a teraz zauważył poirytowany, że trzęsą mu się ręce.

Scheisse – przeklął pod nosem. Wiedział, że to nie będzie łatwa rozmowa, ale zazwyczaj lepiej panował nad emocjami. Nigdy dotąd jednak sytuacja nie była aż tak dramatyczna. Informacje, które kilka dni temu beznamiętnym głosem przekazał mu lekarz berlińskiej kliniki, przewróciły cały jego świat do góry nogami. Emerytowany minister spraw zagranicznych, przywódca prawicowej organizacji niemieckich neofaszystów wolałby umrzeć, niż usłyszeć o sobie taką prawdę. Prawdę nieakceptowalną, niweczącą jego medialny wizerunek i podważającą pozycję nestora znanego rodu.

Nic dziwnego, że w takiej sytuacji zamknął się w sobie. Zabronił kogokolwiek przyjmować w domu, nie odbierał telefonów. Nie zwierzył się nawet żonie. Na kilka dni pogrążył się w poczuciu żałosnej bezsilności, z której wyciągnąć go mogła jedynie jego wnuczka. Jednak tu pojawiał się kolejny problem. Z powodu istotnych różnic w poglądach na życie i politykę stosunki rodzinne Marii i Hansa były w ostatnich latach nieco chłodne, naznaczone dystansem. Fenomenem klanu von Graffów był bowiem dziadek hołdujący, zgodnie z tradycją rodziny, przekonaniom skrajnie prawicowym, i wnuczka, znana dziennikarka lewicującej prasy. Choć szczęśliwe dzieciństwo kobiety spędzone w domu dziadków tego nie zapowiadało, ci dwoje ścierali się teraz ze sobą jak ogień i woda. Wszystko przez to, że plan pokierowania życiem ulubienicy wymknął się Hansowi spod kontroli. Jedyna córka tragicznie zmarłego syna, wychowana przez dziadków, wysłana na Uniwersytet Warszawski miała tam nauczyć się języka swoich wrogów po to, by w efekcie – jak założył nestor rodziny – lepiej poznać ich zwyczaje. Kiedy po studiach wróciła do Berlina odmieniona przez pobyt w Polsce, zachowała swoje studenckie kontakty i podjęła pracę w dzienniku „Die Tageszeitung”, pomiędzy despotycznym politykiem i ambitną  dziennikarką zaistniał konflikt. Krewni unikali drażliwego tematu, jednak mimo dementowania przez nich doniesień o niesnaskach rodzinnych na tle światopoglądowym problemy znanych arystokratów chętnie komentowała niemiecka prasa bulwarowa. Mówiło się o nich w mediach i plotkowało na mieście.

Teraz Hans oczekiwał od wnuczki pomocy. Musiał się zmierzyć z efektami swoich nieroztropnych postępków i ciągłego negowania jej prawa do posiadania odmiennych poglądów. Dla takiego autokraty jak on to nie była komfortowa sytuacja. Mimo wszystko cieszył się z tej wizyty, nawet jeśli pretekstem do spotkania była jego choroba.

Kiedy usłyszał głos wołający: „Dziadku!” – drgnął. W drzwiach gabinetu stanęła wysoka blondynka, wyjątkowo piękna młoda kobieta o niebieskich oczach i drobnych rysach twarzy. Jej nieomal anielskie oblicze, często przysłonięte burzą loków, nie odzwierciedlało nieustępliwego charakteru i odziedziczonego po dziadku uporu. Zgrabna szczupła figura modelki wyróżniała ją na tle innych członkiń rodu słynących głównie z zalet intelektu, toteż uroda ślicznej Graffówny była jednym z powodów dumy Hansa.

Teraz na jej widok dystyngowany starzec wstał z fotela, lekko się chwiejąc, ale zaraz potem wsparł się o biurko i swoim zwyczajem pokazał gościowi miejsce na wprost siebie.

– Wejdź, proszę, i siadaj.

Wnuczka podeszła jednak wpierw do niego. Cmoknęła go w policzek i położyła na biurku bukiet żonkili.

– Masz dzisiaj urodziny czy coś pomyliłam? – zagadnęła serdecznie.

Spochmurniały jubilat skrzywił się.

– Rzeczywiście – mruknął, jakby nie o niego chodziło.

– Trochę dziwna pora na przyjmowanie gości. Coś się stało?

– Stało się – powtórzył po niej grobowym głosem. – A pora jest dobra, bo chcę z tobą pomówić bez świadków.




niedziela, 1 listopada 2020

Listopadowe przemyślenia o przemijaniu

 Zwykło się uważać, że pierwszy listopada, zwyczajowo nazywany Świętem Zmarłych, jest smutnym dniem w roku. W czasach zarazy, która opanowała świat, gdy nie możemy nawet odwiedzić grobów naszych bliskich i pozostaje nam jedynie rozpamiętywanie wspomnień, odczuwamy zakaz wejścia na metropolie i smutek związany z tym dniem szczególnie dotkliwie. Oprócz moich bliskich przychodzi mi dzisiaj  na myśl Marek Grechuta i jego elektryzujące wykonanie piosenki „Motorek”  do tekstu Witkacego. Świetny tekst opowiada o tym, jak to jest, gdy w naszym ciele i naszym świecie nagle….. coś się popsuje. Chcielibyście wiedzieć, jak to wygląda w opinii Stanisława Ignacego Witkiewicza? Ano nieciekawie. Po prostu nieciekawie. Jego wizja złowieszczo odzwierciedla nasze obecne problemy.

 




piątek, 30 października 2020

Robi się nieciekawie

 Październikowe słońce  opromieniło świat. Mamy złotą polską jesień. Więdną kwiaty, rudzieją liście, w powietrzu unosi się zapach opuszczającego nas lata. Sprzątam w ogrodzie i kątem oka obserwuję swojego sąsiada. Pan Bogdan do niedawna lekceważył większość zakazów i tylko przekornie dopytywał, po co są te maski? Nie wpuszczano go do sklepów, ksiądz zwrócił mu uwagę kilka razy przed wejściem do kościoła, że maska jednak jest obowiązkowa.  To starszy człowiek. Przyznaję, że mimo łamania nakazów, w jego uporze by nie dopuszczać do siebie myśli i zagrożeniu, postrzegałam coś pozytywnego. Ostatnio pojechał na rowerze do centrum Zamościa, by nabyć przyłbicę. Sam z własnej woli to zrobił. Może czas się zacząć na serio bać?





czwartek, 8 października 2020

Małe radości w trudnych czasach

 Są też radosne chwile w otaczającym nas świecie pognębionym zarazą. Moja uczennica, wiolonczelistka, zdała wspaniale egzamin do Akademii Muzycznej i dodam tylko, że niejednej. Wybrała macierzystą uczelnię swojej nauczycielki – uczelnię krakowską. Zuch Ola. Nagranie do egzaminu wstępnego na studia zmontowałyśmy w Auli PSM własnym sumptem.😊No cóż, Zamość to nie Warszawa. Warunki były trudne. Nie mamy w mieście studia nagrań. Skromnie to wyszło. Trochę kabli było widocznych ( w zasadzie to nawet było ich widać bardzo dużo), jednak nie okazało się to przeszkodą w uzyskaniu przez młodą artystkę uznania komisji egzaminacyjnej. Życzę jej wielu sukcesów.




sobota, 19 września 2020

W ostatnich promieniach letniego słońca

Wakacje, mimo dość ładnej pogody, trudno uznać za udane. Po Roztoczu przetoczyły się tłumy ludzi. Gdyby nie maski na twarzach można by pomyśleć, że wszystko jest normalnie. Jednak nie jest i widać to nawet, o ironio, po wyjątkowej frekwencji turystycznej. Bo ta, chociaż mieliśmy się pozamykać w domach, była na Roztoczu jeszcze większa niż zazwyczaj. W miejscach okupowanych przez turystów nie obyło się bez awantur i konfliktów. Nic w tym dziwnego, skoro i dzisiaj jedni noszą maski, inni przeczą istnieniu pandemii. Jest w tym jakieś szaleństwo. Z przekazów historycznych wynika, że w Zamościu zarazy już bywały i że w końcu zawsze wszystko wracało do normy😊 Ponoć najskuteczniejszą metodą, by w takiej sytuacji zachować zdrowie, jest szybko uciekać z miejsca nawiedzonego chorobą i wolno do niego wracać - niespiesznie. Ba! Tylko gdzie by tu uciec?



wtorek, 1 września 2020

Skończyły się wakacje

 Minęło lato. Miało być lepiej, ale jest gorzej. Pierwszy września zaplanowano zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Uroczystego spotkania ze wszystkimi uczniami nie będzie. Mimo to mamy wrócić do szkół, do zajęć dydaktycznych. Panuje ogólny niepokój. Choć nie mówi się o tym, nauczyciele są zestresowani i moją poczucie, że zostali pozostawieni sami sobie. Powszechnie wiadomo, że po medykach i obsłudze sklepów, są kolejną grupą zawodową  poważnie zagrożoną możliwością zakażenia Covidem. W szkołach artystycznych, głównie na zajęciach indywidualnych, jakoś wytrzymamy. W powszechniakach, szczególnie w klasach do których uczęszczają najmłodsi uczniowie, może być bardzo nerwowo. I wcale to nie dziwi.




niedziela, 28 czerwca 2020

Wakacyjnie

Mimo wszechobecnej pandemii życzę wszystkim udanych beztroskich wakacji, na ile to możliwe bezpiecznych. Pisarze też miewają urlopy, dlatego żegnam Was do jesieni. Powrócimy do blogowania, gdy zrobi się trochę chłodniej. Mam nadzieję, że w lepszej i "zdrowszej" rzeczywistości. Jak zwykle przygotowałam dla Was wakacyjny muzyczny motyw przewodni. Zapewne znacie powiedzenie, że ......." życie bez muzyki byłoby błędem"? Moje życie bez muzyki byłoby błędem z całą pewnością :) 



niedziela, 14 czerwca 2020

Urlop w domu

Zbliżają się wakacje. Będą pandemiczne tak jak wszystko, co nas otacza. Potrafię sobie wiele wyobrazić. Kwarantannę, zdalne nauczanie – pandemicznych wakacji nie. Granice mają być wkrótce otwarte choć pandemia, mimo zapewnień, które słyszymy w telewizji, wciąż szaleje. Chorych nie ubywa przynajmniej w Polsce. Nad pięknym rodzimym morzem zapowiadają się tłoki i niewyobrażalnie wysokie ceny. Dobrze, że chociaż turystyka  odbije w ten sposób od finansowego dna, w którym się znalazła. Jeśli mam stracić fortunę, kąpać się w brudnym morzu i obawiać Covida zaczajonego  jak „Pszczółka Maja”, nie wiadmo gdzie  – zostaję w domu. Niewidzialny wróg czyha  wszędzie, ale w moim ogrodzie przynajmniej nie jest tłoczno. Mąż popracuje nad roślinami. Ja może wreszcie spokojnie coś napiszę. Roztocze jest urocze, wybierzemy się do lasu, do pięknego miejskiego parku. Całe wakacje w domu? 😊 To dopiero eksperyment! O efektach napis jesienią. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie się. I najlepiej z daleka wzajemnie od siebie.

wtorek, 12 maja 2020

Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek

Trudno wyrazić, co się czuje, patrząc na walkę z pandemią. Jeszcze trudniej się odnaleźć w chaosie, który spowodowała, a załączony do tekstu  romantyczny obrazek przygotowanej do pracy pielęgniarki, jest bardzo mylący. Cisza i pustki panujące na ulicach miast przez ostanie dwa miesiące kojarzyły się raczej z Apokalipsą. Aż strach pomyśleć, że  utrzymuje to wszystko w ryzach niewielka grupa ludzi pracujących w służbie zdrowia. I jeszcze nigdy to sformułowanie nie brzmiało tak dosłownie. Medycy są osamotnieni, zmęczeni i zapewne boją się o siebie i swoje rodziny znacznie bardziej, niż inni. Jednak, gdy my ukrywamy się za ogrodzeniami naszych posesji, oni codziennie ryzykują zdrowie w walce z niewidzialnym wrogiem. Niestety wmawia się im, i niestety nader często z sali sejmowej, że muszą być dyspozycyjni ponad siły. Ano muszą i dlatego w dniu święta pielęgniarek dziękuję całej tej grupie zawodowej. Cóż  więcej może napisać w zaistniałej sytuacji mimowolny obserwator życia politycznego toczącego się obecnie w Polsce na żenującym poziomie? Kochani medycy trzymajcie się. Widzimy, podziwiamy, doceniamy. 



środa, 6 maja 2020

Wspomnieniowo

Pandemia szaleje, a mnie dopadły wspomnienia. Znalazłam zdjęcie swojej pierwszej książki i nic dziwnego, skoro porządkuję z nudów wszystkie szuflady i zakamarki w domu. Ech! Łza się w oku kręci. Trzy miesiące procesu wydawniczego, w tym trzy tygodnie redakcji,  i całkowita zmiana w życiu. Tak to się zaczęło. 
        Pierwszą, najważniejszą recenzję, wystawiła tej powieści znawczyni literatury Zofia Zarębianka, dlatego mimo upływu lat traktuję jej opinię z wielkim pietyzmem. Dowiedziałam się, że jest dobrze, że stosuję interesujące  przełamania gatunkowe - zaczęłam pisać. Miło popatrzeć na okładkę swojego debiutu. 



sobota, 25 kwietnia 2020

Hiszpanka- straszne wspomnienie i przestroga pokoleniowa

Znalazłam dzisiaj w internecie zdjęcia z ostatniej znanej światu wielkiej pandemii. Grypa Hiszpanka w 1918 roku zabiła miliony osób na całym świecie. Powracała dwukrotnie. Najgorszy, morderczy, był drugi rzut choroby. Dopiero przy drugim ataku ujawniła całe swoje okrucieństwo. Zabijała inaczej niż obecny wirus. Odchodzili ludzie piękni młodzi i z założenia zdrowi. Osoby dojrzałe  i starsze, jako mniej zagrożone,  opiekowały się wtedy umierającymi w sile wieku. Wirus pochodzący od małp najagresywniej atakował osoby ze zdrowym silnym układem odpornościowym. Tam się namnażał.  Teraz jest inaczej, zupełnie odwrotnie, dlatego pomagajmy starszym i schorowanym. To jest nasz pokoleniowy dług. Poza tym nie wiemy, co się jeszcze wydarzy. Ulice z czasów grasującej Hiszpanki do złudzenia przypominają obecne realia. Aż trudno uwierzyć, że życie pisze tak powtarzalne scenariusze.



piątek, 10 kwietnia 2020

Ogród powstanie pomimo zarazy:)


Z przyjemniejszych rzeczy- zakładamy ogród. Choć pogoda komplikuje prace, bo jest kapryśna nieprzewidywalna i szalona, powoli ogarniamy problem. Nie my oczywiście, a nasz znawca tematu, Piotr. Ja osobiście nie odróżniam marchewki od pietruszki, chyba, że na talerzu.  Oprócz nasadzeń, ogrodnik obiecał wypędzić z naszej działki kreta, który uprzykrza nam życie. Na kilkadziesiąt zbudowanych solidnie kopczyków nałożono siatkę. Zdziwi się nasz mały przyjaciel, oj zdziwi . I wybaczcie, nie powiem, że będziemy za nim tęsknić. To prawda, że był tu przed nami, ale przyszedł czas na zmiany. Niech wraca na rolnicze pola. Generalnie uwielbiam zwierzaki. Może dlatego wczoraj nad ranem odwiedziła mój ogród sarenka:)


poniedziałek, 30 marca 2020

Pandemia i co dalej


Jest nieciekawie. Powoli zamiera życie w całym kraju. Ulice opustoszały. W telewizji widoki jak z filmów grozy. Karetki pogotowia z obsługą kombinezonach i w maskach na twarzy, w plastikowych przyłbicach. Wszyscy siedzą w internecie i wspierają, ównie mentalnie, przeciążoną służbę zdrowia. Medycy, na pierwszej linii obrony przed tym cholerstwem, są najbardziej zagrożeni. Jeśli ktoś sobie myślał, że być lekarzem jest  fajnie, a przede wszystkim opłacalnie, to się mylił.  Przysięga Hipokratesa nie jest czczym sloganem. Widać, że  niesie z sobą poważne konsekwencje.




piątek, 13 marca 2020

Bardzo smutne imieniny


Moje imieniny, 13 Marca. Siedzę w domu i patrzę w telewizor zszokowana. Od jutra nie pracują wszystkie szkoły. Będziemy nauczać zdalnie. Pandemię w Europie, a nawet w Polsce, już mamy. I ta cholerna polityka, wyzierająca z ekranu telewizora podczas narastającego zagrożenia. Ta polityczna przepychanka, która uniemożliwia  skupienie się na sprawach istotnych naprawdę wkurza, przynajmniej mnie.

środa, 26 lutego 2020

Wakacyjne marzenia mimo wszystko


Kochani, jest koniec lutego i okazuje się, że pogoda, to może być najmniejsze nasze zamartwienie. Z Chin wyszła w świat  jakaś straszna epidemia. Od znajomych na południu Europy docierają niepokojące wieści. U nas mniej się o tym mówi, ale Europa jest coraz bardziej zagrożona. Wiele lat temu moja babcia opowiadała o tym, że kilka osób w mojej rodzinie zmarło podczas pandemii grypy o nazwie Hiszpanka To było prawie 100 lat temu. Straciło wtedy życie ponad 50 milionów ludzi. Nie dajmy się jednak zwariować, to się przecież nie powtórzy? Na razie planuję wakacje:)

piątek, 14 lutego 2020

Walentynkowo- urodzinowo


Mamy  czternasty lutego, moje podwójne święto walentynkowo- urodzinowe. Zebrałam jak zwykle dużo życzeń i prezentów i choć większość kobiet woli o dacie swojego urodzenia zapomnieć- ja nie narzekam. Gorzej z pogodą, bo za oknem od poprzedniego wpisu nic się nie zmieniło. Zimy jak na lekarstwo. Co się stało z naszym klimatem? Jeszcze niedawno ktoś bąkał, że taki (?) mamy klimat. Aura oszalała, zimy nie ma, a ten wspomniany klimat taki, to znaczy jaki? Bo chyba gorzej już być nie może?

środa, 15 stycznia 2020

Z tęsknoty za zimą

Patrzę za okno i myślę ze smutkiem, że jeszcze całkiem niedawno, zaledwie kilka lat temu, w styczniu na Roztoczu królowała siarczysta zima. Tęskniłam za nią mieszkając w Grecji. Ostatnio niestety tęsknię za nią, choć mieszkam w Polsce.  Opowiadałam niegdyś Grekom jak wygląda. Teraz sama z rozrzewnieniem wspominam baśniowe zimowe krajobrazy. Powspominajmy zatem wspólnie:)



środa, 1 stycznia 2020

Nowy Rok 2020

Życzę, żeby spełniały się Wam marzenia osobiste, które być może teraz wydają się nierealne. Życzę także spełniania się w życiu zawodowym i realizacji najśmielszych planów. W życiu rodzinnym niech Wam nie zabraknie spokoju i poczucia bezpieczeństwa - Szczęśliwego Nowego Roku!