środa, 6 stycznia 2016

Przybieżeli pasterze

Ano przybieżeli do mnie kolędnicy w mroźne styczniowe popołudnie. Dwa aniołki(?), na oko po dziesięć lat każdy, wglądały na bardzo zmarznięte. W dodatku sięgające do stóp prześcieradła  stwarzały im niemałe problemy z przemieszczaniem się. Diabeł, z prawdziwymi widłami w dłoni i starszy od kolegów, prezentował się też żałośnie, ale przecież nie ocenia się innych po wyglądzie!

Niestety z repertuarem było jeszcze gorzej niż ze strojami. Gdy poprosiłam małych artystów o zaśpiewanie kilku znanych kolęd w całości, nastąpiła konsternacja. I choć z zapałem wspomagałam wokalnie śpiewaków, występ się nie udał. 



Ostatecznie postanowiłam docenić  determinację młodzieży, jednak czekoladę i pomarańcze mali kolędnicy przyjęli bez entuzjazmu. Głupio mi się zrobiło. Widać nie ta koncepcja artystyczna, nie te czasy i nie te oczekiwania.

Generalnie uważam, że w logistykę wkradły się kolędnikom, delikatnie rzecz ujmując, spore niedopatrzenia. Pewnie bym dała ze dwadzieścia złotych za usługę „kolędy na żywca”, gdybym usłyszała choć  jeden utwór w całości, a nie tylko początek!