czwartek, 22 czerwca 2017

Kociaku przyjeżdżaj- czyli kocham teatr



Violetta Villas, wielka osobowość estradowa była prywatnie krucha i bezbronna. Jej prawdziwa historia to pasmo zdumiewających sukcesów i porażek. Nie jest tajemnicą, że  utalentowana i kreatywna scenicznie rzucała publiczność na kolana, jednak zupełnie  nie radziła sobie w codziennym życiu. Jej osobiste sprawy były nieuporządkowane jak wszystko, co ją otaczało. Cała Polska wstrzymała oddech, gdy w 1988 roku wyruszyła do Ameryki, by spełnić  marzenie o stabilizacji życiowe-niepotrzebnie. Monotonne życie u boku biznesmena Teda Kowalczyka, z dala od bliskich, okazało się dla niej zbyt trudnym wyzwaniem.




 Od momentu powrotu do ojczyzny po wojażach artystycznych w Ameryce, podobnie jak w młodości, była obiektem krytyki i ataków medialnych. Nigdy nie udało się jej przekonać  oponentów ani do siebie, ani do  swojej barwnej personality. Ostatecznie ścigana przez ciekawskich dziennikarzy odizolowała się od ludzi.  Zamknęła się w rodzinnym domu w Lewinie otoczona zwierzętami. Trudno sobie wyobrazić, co czuła osoba obdarzona przez los tak wielkim talentem, bezustannie negowana.

Moja sztuka jest smutną opowieścią o samotności gwiazdy, która pomimo ewidentnego talentu stała się ofiarą swojej życiowej niezaradności, ludzkiej głupoty i  skorumpowanego do cna  polskiego schowbiznesu. Premiera dramatu „Kociaku przyjeżdżaj, czyli Villas story” odbyła się 17 czerwca w Centrum Sztuki Współczesnej Solvay w Krakowie.