poniedziałek, 1 maja 2017

Przybył kolega maj

Jest pierwszy maja. Nie, nie będę pisać o majowym świecie. Kojarzy mi się z przymusowymi pochodami w dzieciństwie, a ostatnio z medialnymi nagonkami politycznymi. Podobno demonstranci pobili się we Francji z policjantami i to jest nius dzisiejszego dnia- nie dla mnie.
Przede wszystkim jest fatalna pogoda. To mnie martwi najbardziej, bo planowałam majówkę w plenerze, a jestem zmarzluchem. Spoglądam tęsknie za okno.
- Przydałoby się trochę słońca na zachętę - marudzę do męża.
- Istnieją kurtki i płaszcze.- Śmieje się.
Może istnieją, ale miało być inaczej, myślę sobie nadąsana. Wkładam pikowany „puchowy wynalazek” i czapkę.
- O matko! - jęczę demonstracyjnie. -To ma być pierwszy maja?                       Wyruszam na wyczekiwaną wycieczkę do lasu odziana i obuta jak na Syberię.
- I kasztany nie zakwitły, a matury tuż, tuż - zrzędzę.
- Ano nie zakwitły, ale nic dzisiaj nie jest gorsze od twojego humoru- żartuje mąż.
Coś w tym jest.:) Dobre nastawienie może być ważniejsze niż pogoda i inne obiektywne przeszkody.