piątek, 31 października 2014

"Wieczność bez ciebie" w tygodniku Echa Roztocza




"Wieczność bez ciebie" to nowa, współczesna powieść obyczajowa, pisarki Bożeny Gałczyńskiej-Szurek, w której zagadkowe morderstwo w zamojskim hotelu, nestora wielkiego arystokratycznego rodu, staje się pretekstem do wyjaśnienia zagadki  sprzed stu lat. Powieść ukazała się 9 września nakładem Wydawnictwa Szara Godzina. Bożena Gałczyńska-Szurek zadebiutowała powieścią sensacyjną „Tajemnice greckiej Madonny” w roku 2010. Akcja pierwszej powieści autorki toczy się na greckich wyspach. Książka została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników i recenzentów. W 2013 roku ukazała się jej druga powieść pod tytułem „Monachos” z Grecją w tle. Akcja najnowszej powieści autorki „Wieczność bez ciebie” rozgrywa się w mieście arkad – Zamościu. Na swoim blogu pisze – „Chińczycy mawiają, że szczęśliwe życie, to życie spokojne. Moje, zawsze było burzliwe. Nie szczędziło mi pięknych niespodzianek, ale też dramatów. To, dlatego, cieszę się drobiazgami i cenię sobie każdą chwilę.” Przenieśmy się więc w świat Kobiety, która urzeczywistnia marzenia i bierze sprawy w swoje ręce.

Barbara Dudek: Jest Pani wykształconą wiolonczelistką. Co takiego zainspirowało Panią do podjęcia prób dziennikarskich i literackich?

Bożena Gałczyńska-Szurek: Jestem zawodową wiolonczelistką, to prawda, ale mam wiele rożnych zainteresowań. U artystów to bardzo częste. W dodatku ludzie z potrzebą tworzenia prawie zawsze są ciekawi świata i zazwyczaj lubią się dzielić swoimi spostrzeżeniami z innymi. W tej sytuacji próby dziennikarskie są jak najbardziej zrozumiałe. Media kształtują opinie publiczną, są czwartą władzą, która inspiruje swoim działaniem wiele pozytywnych zmian w otaczającym nas świecie. Choć czasem mamy ich przesyt, trudno sobie wyobrazić dzisiaj życie bez mediów. To kusi.

Ta ciekawość świata doprowadziła, że od 2005 roku jest Pani organizatorem Ogólnopolskiego Festiwalu im. Luigi Boccheriniego pod patronatem prezydenta miasta Zamościa. Jak Pani tego dokonała?

To, co się wydawało wszystkim w Zamościu niemożliwe, organizacja na wschodnich rubieżach Polski dość prestiżowej imprezy adresowanej do środowiska muzycznego, okazało się bardzo łatwe. Też byłam zaskoczona. Zadecydowało wsparcie środowiska, ale i ciekawość, która przyciąga Polaków do tego pięknego miasta.

Dlaczego akurat Boccherini?

Jestem wiolonczelistką, a Luigi Boccherini był kompozytorem i wybitnym włoskim wirtuozem tego instrumentu. Jego życie i twórczość to dla wiolonczelistów bardzo ciekawy temat i wciąż jeszcze za mało zgłębiony. Pomysł na festiwal był zatem dobry i stąd jego natychmiastowa popularność. Pragnę jednak podkreślić, że z powodu ciągłych kłopotów finansowych stale rozrastającą się imprezę byłam zmuszona zlikwidować. Niestety w Polsce kultura przegrywa ze wszystkim, nie tylko z orlikami.

To prawda, powstało wiele stadionów a również Orkiestra Symfoniczna w Zamościu nie posiada godnej siedziby, będącej w stanie pomieścić dużej liczby melomanów… Ale wróćmy do tematu Pani twórczości…. pisze Pani książki pełne zawiści, zazdrości i zagadek… Czy w ten sposób ucieka Pani o nudnej rzeczywistości?

Moja rzeczywistość nie jest i nigdy nie była nudna. Właśnie, dlatego, po części opisuję w książkach również swoje życie. Z kolei takie uczucia jak miłość, zazdrość, czy zawiść bywają obecne w życiu każdego człowieka. Lubię analizować, jaki mają wpływ na nasze życie, a jak my i czy w ogóle wpływamy na nie. Niestety coraz częściej podejrzewam, że tylko to pierwsze oddziaływanie istnieje.

Jako wiolonczelistka współpracowała Pani także z Markiem Grechutą. Jak malowała się Wasza współpraca?

Przez krótki czas współpracowałam z Markiem. Był niezwykle empatycznym i miłym człowiekiem. Można by nawet powiedzieć żartobliwie, że cechowało go „ wschodnie” ciepło, typowe dla Zamościan, dlatego ludzie lgnęli do niego. Jego osobisty urok w połączeniu z talentem zaowocował wielką karierą estradową. Generalnie znałam go jednak głównie jako pracownik, czyli raczej mało.

Stworzyła Pani Festiwal w Zamościu. Teraz wydała pani książkę z Zamościem w tle. Na Roztoczu odnalazła Pani swoje miejsce czy nadal tęskni Pani za Krakowem? A może Grecja?

Bożena Gałczyńska-Szurek: Tak, tęsknię czasem za miejscami, z którymi związałam swoje życie. Jest ich jeszcze więcej. Ale chyba nie do końca chodzi o miejsca, a raczej o ludzi, których tam zostawiłam. To chyba naturalne?

Tak, to jest bardzo ludzkie, tęsknić za osobami, które gdzieś zostawiliśmy. Ale wydaje się, że Zamość szczególnie Panią zauroczył. Wybrała go Pani na scenerię swojej nowej powieści sensacyjno – obyczajowej…

Zamość jest niezwykły. Jest wymarzoną scenerią dla takich książek. Proszę sobie wyobrazić,  że trafiła pani do Zamościa, miasta arkad, by tu spędzić podróż poślubną. Mieszkacie państwo w hotelu z widokiem na bajecznie piękny renesansowy rynek. Ranki spędzacie nieopodal, opalając się  w zwierzynieckich lasach, na plaży nad stawem Echo. Popołudniami  pływacie łódkami w stawie okwieconego miejskiego parku, gdzie, jak napisałam w swojej książce, maczają czapy polskie wierzby  i kąpią sią kaczory. Wieczorem zaś, namiętnie zabijacie czas w ogródkach piwnych, racząc się miejscowymi specjałami. Jest romantycznie, a i ciekawych historii, i tajemnic w mieście, przez które przetoczyły się dzieje historii, też nie brakuje. Tak to działa.

Czy chce Pani przez to powiedzieć, że powieść zawiera wątki autobiograficzne przeplatające się z fikcją literacką?

Fabuła ‘Wieczności bez ciebie” jest całkowitą fikcją literacką, ale książka ta, podobnie jak poprzednie powieści, zawiera pewien element autobiograficzny. Jest nim mianowicie tło geograficzno- historyczno- kulturowe.  W każdym przypadku opisuję miejsca bliskie mi i dobrze znane, gdzie mieszkałam, bądź dłużej przebywałam. 

Do kogo adresowana jest Pani nowa książka "Wieczność bez ciebie"?

Swoje  książki adresuję do wszystkich czytelników. Mam nadzieję, że każdy znajdzie w nich coś ciekawego dla siebie. Z „Wiecznością bez ciebie” jest tak samo. 
 
Jak wyobraża sobie Pani przykładowego czytelnika tej powieści?

Ciekawe pytanie, ale raczej do wydawcy. To on, bowiem, tworzy z książki produkt konsumpcyjny. Ja po prostu piszę, bo lubię, czyli w dużej mierze z potrzeby ducha. Choć to banalnie brzmi, taka jest prawda. Gdy kończę pisać jakąś powieść, moje myśli zazwyczaj zaprząta już kolejna książka. Tak funkcjonuje moja wyobraźnia.

Dziękuję za rozmowę i życzę aby nadal odnajdywała Pani na Roztoczu swoje pasje i inspiracje.

Oryginalny tekst wywiadu "Zagadkowa powieść na Roztoczu" ukazał się w tygodniku ECHA ROZTOCZA w wydaniu październikowym. Autorką artykułu jest dziennikarka Pani  Barbara Dudek. 


Nie lubię listopada

Nie lubię listopada i nikogo tym chyba nie zaskoczę. Jeśli można ten dżdżysty czas jakoś oswoić, to chyba wyłącznie poprzez tkwiące w nas ...